Zapraszamy na naszą stronę internetową Portalu Zróbmy to Razem

Znajdziesz tam ciekawe artykuły, wywiady, wydarzenia i aktulności. Czytaj i komentuj. Zapraszamy!

środa, 15 lutego 2017

Co przewiduje „Aktywny Samorząd” w 2017 r.?

Z nowym rokiem zawsze rodzą się nowe oczekiwania, również finansowe. Co więc przewiduje obecnie, realizowany już od kilku lat, program „Aktywny Samorząd? – wyjaśniamy.

Nowości

Osoby zatrudnione, z miesięcznym dochodem maksymalnie 583 zł netto na osobę, będą zwolnione z obowiązku wniesienia wkładu własnego, gdy starają się o dofinansowanie czesnego na studia w ramach programu PFRON „Aktywny Samorząd”. To jedna ze zmian wprowadzonych do programu w tym roku. Samorządy do 28 lutego 2017 r. mogą składać wnioski do Funduszu o przyznanie środków w ramach tego programu.


Dla kierowców

W swoim samorządzie, w ramach programu „Aktywny Samorząd”, będzie można uzyskać 5 tys. zł dofinansowania na zakup i montaż oprzyrządowania do posiadanego samochodu. Na uzyskanie prawa jazdy będzie można otrzymać 2100 zł dofinansowania.

Komputery i protezy
Na zakup sprzętu elektronicznego lub jego elementów oraz oprogramowania osoba niewidoma będzie mogła otrzymać do 20 tys. zł (na urządzenia brajlowskie – 12 tys. zł), osoby z dysfunkcją obu rąk – 5 tys. zł. Na szkolenia z obsługi nabytego sprzętu, osoba głuchoniewidoma będzie mogła starać się o 4 tys. zł wsparcia, inne osoby – o 2 tys. zł.
Można też będzie uzyskać pomoc w utrzymaniu sprawności technicznej posiadanego wózka elektrycznego (do kwoty 2 tys. zł).
Na pomoc w zakupie protezy kończyny, w której zastosowano nowoczesne rozwiązania techniczne (chodzi o protezy co najmniej na III poziomie jakości), można będzie starać się o dofinansowanie w wysokości do:

  • 9 tys. zł przy amputacji w zakresie ręki,
  • 20 tys. zł przy amputacji przedramienia,
  • 26 tys. zł przy amputacji ramienia i wyłuszczeniu w stawie barkowym,
  • 14 tys. zł przy amputacji na poziomie podudzia,
  • 20 tys. zł przy amputacji na wysokości uda (także przez staw kolanowy),
  • 25 tys. zł przy amputacji uda i wyłuszczeniu w stawie biodrowym.

Pomoc w opiece

Istnieje też możliwość zwiększenia dofinansowania w indywidualnych przypadkach. Na pomoc w utrzymaniu aktywności zawodowej poprzez zapewnienie opieki dla osoby zależnej, np. dziecka będącego pod naszą opieką, przebywającego w żłobku lub przedszkolu, albo pod inną tego typu opieką (dziennego opiekuna, niani lub w ramach klubu dziecięcego, punktu przedszkolnego, zespołu wychowania przedszkolnego) możemy otrzymać 200 zł miesięcznie, ale nie więcej niż 2400 zł w ciągu roku.

Dla uczących się

W tym roku ujednolicono maksymalną wysokość kwoty dodatku na pokrycie kosztów kształcenia do 1000 zł. W zeszłym roku obowiązywał przedział kwotowy (700-1000 zł).
Zwiększono także kwotę dofinansowania w formie dodatku na pokrycie innych kosztów kształcenia dla studentów studiów II stopnia (magisterskich), analogicznie do kwot przewidzianych dla studentów studiów III stopnia i dla studentów czwartego i kolejnych lat jednolitych studiów magisterskich (do 100 proc. wyliczonej dla Wnioskodawcy maksymalnej kwoty dodatku).

W tym roku będzie także możliwość ubiegania się o ponowne dofinansowanie kosztów nauki, kiedy student ze względu na stan zdrowia po raz trzeci nie zalicza semestru czy półrocza objętego dofinansowaniem.

Autorka: Patrycja Bogdała

środa, 1 lutego 2017

Łódzkie MPK przyjazne dla niesłyszących

Komunikacja miejska w wielu miastach Polski uwzględnia potrzeby osób niepełnosprawnych. To cieszy. Obecnie Łódź wyszła naprzeciw pasażerom z dysfunkcją słuchu.

Co dla tej grupy?

Łódzki przewoźnik wprowadził ułatwienia dla osób niesłyszących i słabosłyszących. W języku migowym dostępne są teraz informacje na stronie internetowej, a w Punkcie Obsługi Klienta działa system wspomagania słuchu. Przewoźnik wprowadził je we współpracy z łódzkim oddziałem Polskiego Związku Głuchych oraz Spółdzielnią Socjalną FADO.

- Z myślą o tych pasażerach wdrożyliśmy dwa rozwiązania: pierwsze z nich znajduje się w naszym Punkcie Obsługi Klienta - jest nim pętla indukcyjna, czyli system wspomagania słuchu. Przenośne urządzenie umożliwia osobie z aparatem słuchu odbiór nieskazitelnie czystego i wyraźnego dźwięku.
Drugie udogodnienie dotyczy dostępności informacji dzięki przetłumaczeniu na język migowy przepisów taryfowych oraz tzw. mini poradnika MPK-Łódź, w którym zebrano odpowiedzi na najczęściej zadawane przez pasażerów pytania. Przetłumaczone zostały również materiały z najważniejszymi informacjami związanymi z kontrolą biletów. Wszystkie są dostępne na stronie internetowej mpk.lodz.pl oraz na kanale przewoźnika na YouTube - powiedział rzecznik prasowy MPK-Łódź Sebastian Grochala.

Wideo-poradnik pasażera w języku migowym to 5 odcinków, z których dowiemy się m.in.: jak wygląda kontrola biletów, podział na strefę miejską i podmiejską czy kto może jeździć autobusami i tramwajami bezpłatnie. Miejski przewoźnik chce także przeszkolić swoich prowadzących i kontrolerów z obsługi głuchoniemych pasażerów.

Rozwiązanie pożyteczne

Jak przyznała wiceprezes Oddziału Łódzkiego Polskiego Związku Głuchych Regina Smoczyńska, wprowadzone zmiany są dużym ułatwieniem. Tłumaczyła, że dla części niesłyszących tekst w języku polskim jest bardzo trudny do odczytania, a język migowy znacznie ułatwia i przyspiesza zrozumienie.

- Dzięki takim rozwiązaniom wyrównujemy szanse osób niesłyszących. W MPK była potrzeba ich zastosowania, ponieważ do tej pory zgłaszały się do nas osoby, którym trudno było coś załatwić. Wynikało to głównie z problemów w komunikacji – wyjaśniła.

Piotr Kowalski ze Spółdzielni Socjalnej FADO zwrócił uwagę, że w pętle indukcyjne wspomagające aparaty słuchowe powinny być wyposażone wszystkie miejsca, w których odbywa się bezpośredni kontakt z klientem. – Cieszymy się, że MPK-Łódź jest otwarte na takie inicjatywy. Jeśli osoby korzystające z usług Polskiego Związku Głuchych mogą same zapoznać się w domu z informacjami, spada ilość interwencji pomocy z naszej strony. Zależy nam na tym, żeby samodzielność głuchych wzrastała. Im więcej będzie miejsc, w których sami mogą załatwić swoje sprawy, tym lepiej – podkreślił.

Autorka: Patrycja Bogdała

środa, 18 stycznia 2017

Zwiększy się kryterium dochodowe uprawniające do pomocy najuboższym

Oboje z mężem jesteśmy niepełnosprawni. Naszym głównym źródłem utrzymania jest renta socjalna. Oczywiście, staramy się w miarę możliwości dorabiać, ale – ze względu na znaczny stopień niepełnosprawności, który posiadamy, trudno nam stabilnie utrzymać zatrudnienie. Najgorszy stres mamy z powodu coraz wyższych rachunków. Kiedy zaczynaliśmy żyć na własną rękę, nasz czynsz w starej kamienicy wynosił jakieś czterdzieści złotych, a kilkanaście lat później ponad trzysta, podczas gdy renta zatrzymała się prawie na tym samym poziomie – wzrosła tylko o jakieś grosze, które zaraz pochłonęła inflacja (dziś wynosi netto 643 złote – tyle mamy dochodu na osobę). Do opłat za czynsz dochodzi jeszcze prąd, woda i inne wydatki. Jeśli w danym momencie nie ma pracy, żyje się trudno – opowiada pani Basia. 
Na szczęście nowe przepisy nieco ulżą takim ludziom.

Pomoc żywnościowa obejmie więcej rodzin

Od 2017 roku więcej osób będzie mogło zostać uczestnikami Programu Operacyjnego „Pomoc Żywnościowa 2014-2020”, którego celem jest przekazywanie żywności osobom najbardziej potrzebującym.
Podwyższono progi kryterium pozwalającego na korzystanie z Podprogramu 2016. Obecnie są to:
  • 1268 zł dla osoby samotnie gospodarującej (dotychczas ta kwota wynosiła 951 zł),
  • 1028 zł dla osoby w rodzinie (dotychczas 771 zł).

Planowane jest, że 1,33 mln osób zostanie włączonych do programu. To oznacza, że zostanie wydanych ponad 6,6 mln paczek i 1,2 mln posiłków.
W ubiegłym roku pomoc otrzymało prawie 1,2 mln osób: wydano 7,6 mln paczek i 913,6 tys. posiłków.

Zmiany zawarto w wydanych przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej „Wytycznych Instytucji Zarządzającej (MRPiPS) dla Instytucji Pośredniczącej i beneficjentów, dotyczących działań realizowanych w ramach Programu Operacyjnego „Pomoc Żywnościowa 2014-2020”, współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Pomocy Najbardziej Potrzebującym w Podprogramie 2016.

Uregulowania społecznie pożądane

To krok w dobrą stronę, ponieważ bieda w kraju bynajmniej nie jest zjawiskiem marginalnym, a obecnie w dużej mierze dosięga osoby z niepełnosprawnością.
Stowarzyszenie Wiosna, organizator corocznej akcji „Szlachetna Paczka”, opracowało „Raport o biedzie 2016” przygotowany na bazie rozmów wolontariuszy z najbardziej potrzebującymi mieszkańcami Polski. Tylko w 2015 roku odwiedzili oni ponad 35 tys. najbiedniejszych polskich rodzin.

15% rodzin z niepełnosprawnością żyje za 1,6 zł dziennie na członka rodziny.
W ubiegłorocznym raporcie znajduje się rozdział poświęcony osobom niepełnosprawnym, z którego płyną niezbyt optymistyczne wnioski. Okazuje się, że choroba lub niepełnosprawność w rodzinie jest jedną z głównych przyczyn biedy w Polsce. U blisko 15% takich rodzin na członka rodziny przypada 1,6 zł dziennie. To mniej niż cena bochenka chleba – komentują autorzy raportu.

Z raportu wynika także, że co druga rodzina z chorobą lub niepełnosprawnością ma zaciągnięte pożyczki, 15% rodzin wydaje na leki 1/3 miesięcznego dochodu, a co piąta rodzina nie ma łazienki. To szczególnie trudne, kiedy w domu jest osoba niepełnosprawna – czytamy w raporcie.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że przewlekła choroba lub niepełnosprawność u jednego z członków rodziny znacząco wpływa na obniżenie standardu życia całej rodziny. Leczenie chorego jest zazwyczaj bardzo kosztowne: pieniądze są wydawane na rehabilitację, leki, specjalistyczny sprzęt czy dojazdy do szpitali. Inne potrzeby rodziny schodzą na dalszy plan. Konieczność ciągłej opieki nad chorym może wiązać się z rezygnacją z pracy jego opiekunów – wskazują.

Do głównych trudności opiekunowie chorych lub niepełnosprawnych zaliczają chroniczne zmęczenie i brak możliwości regeneracji. Od opieki nad chorym często nie ma odpoczynku. Nierzadko dochodzą do tego praca i dbanie o pozostałych domowników. Skomplikowana sytuacja rodzin przekłada się na wrażenie uwięzienia i braku wpływu, co prowadzi do niskiego poczucia własnej wartości. To błędne koło, które często odbiera rodzinie nadzieję na jakąkolwiek zmianę – czytamy w publikacji.

Pozostaje więc nadzieja, że zwiększenie kryterium dochodowego uprawniającego do otrzymywania darmowej żywności choć trochę ulży rodzinom w katastrofalnej sytuacji materialnej.

Patrycja Bogdała

środa, 14 grudnia 2016

Spółdzielczość socjalna a niepełnosprawność

Jak podnieść zatrudnienie wśród osób niepełnosprawnych? – Ten trudny dylemat, niestety, ciągle nie traci na aktualności. Zadawano go sobie m.in. na początku lat dwutysięcznych, kiedy wdrażane były do polskiego prawa tzw. spółdzielnie socjalne. Wtedy budziły one duże nadzieje. Postrzegane były jako szansa wejścia na rynek większej ilości pracowników z dysfunkcjami, a jak jest dzisiaj?

- Kilka lat temu doradca zawodowy zaproponował mi i mojemu mężowi założenie spółdzielni socjalnej – opowiada pani Agata, była wiceprezes tego typu instytucji, której nazwy nie chce wymieniać.
- Ponieważ oboje jesteśmy niepełnosprawni, zapaliliśmy się trochę do tego pomysłu, gdyż upatrywaliśmy w nim możliwość uniezależnienia się od pracodawców. Wierzyliśmy, że sami zorganizujemy sobie stabilne zatrudnienie, o które bezskutecznie walczyliśmy na otwartym rynku, jednak tak się nie stało.

Jaka jest idea?

Spółdzielnia socjalna to podmiot polskiego prawa łączący cechy przedsiębiorstwa oraz organizacji pozarządowej (jest to tzw. przedsiębiorstwo społeczne). Członkami spółdzielni socjalnej muszą być co najmniej w 50% osoby zagrożone wykluczeniem społecznym. Ustawowo celem spółdzielni jest powrót do uregulowanego życia społecznego i aktywności na rynku pracy jej członków. Spółdzielnia socjalna, jako rodzaj spółdzielni pracy, opiera się na zasadzie osobistego świadczenia pracy przez jej członków.

Instytucja spółdzielni socjalnej została w Polsce wprowadzona ustawą z 20 kwietnia 2004 o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, która jednocześnie zmieniła ustawę z 16 września 1982 r. - Prawo spółdzielcze.

Miało być lepiej

- Zebraliśmy wymaganą ilość członków i założyliśmy spółdzielnię – kontynuuje swoją opowieść pani Agata.
- Szybko się jednak okazało, że nasze pomysły na działalność znacznie odbiegają od realiów. Nasza spółdzielnia zrzeszała wymaganą minimalną ilość pięciu osób, z czego cztery posiadały znaczny stopień niepełnosprawności, a tylko jedna była pełnosprawna. Z tego powodu mieliśmy problem z mobilnością. Nie postaraliśmy się również o środki z Urzędu Pracy w obawie, że nie utrzymamy ustawowo wymaganych dwóch lat działalności i będziemy musieli zwracać pieniądze, a dla nas, utrzymujących się jedynie z rent, byłaby to katastrofa. Pojawiły się również problemy formalne. Na szkoleniu wprowadzającym do założenia spółdzielni nikt nie poinformował nas, że np. bez względu na to, czy prowadzimy działalność czy nie, będziemy musieli rokrocznie składać do KRS-u bilans, który musi zrobić księgowa i naturalnie trzeba jej za to zapłacić, a my praktycznie nie mieliśmy żadnych środków na koncie poza wymaganymi udziałami, których nie można ruszyć. Nie wiedzieliśmy też, że mamy obowiązek opłacania każdego roku składek na Krajową Radę Spółdzielczą itd. W końcu, zmęczeni, wycofaliśmy się z działalności. Nasza spółdzielnia jest obecnie podmiotem martwym, bo nie udało nam się znaleźć chętnego, który przeprowadziłby jej likwidację – kończy pani Agata.

Co mówią statystyki?

24 listopada 2016 r. w Radomiu odbyła się konferencja „Spółdzielnie socjalne osób prawnych miejscem reintegracji społeczno-zawodowej osób niepełnosprawnych – od terapii zajęciowej do pracy zawodowej” zorganizowana przez Wydział Nauk Ekonomicznych i Prawnych Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu oraz Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Inwalidów i Spółdzielni Niewidomych. 

Na wstępie, Jerzy Szreter – Prezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Inwalidów i Spółdzielni Niewidomych w Warszawie – przybliżył obecną sytuację spółdzielni socjalnych w Polsce. Jak zauważył – spółdzielnie socjalne to relatywnie nowa instytucja. Obecnie, jak wynika z danych Krajowego Rejestru Sądowego, w Polsce funkcjonuje ok. 1500 spółdzielni socjalnych, natomiast nikt tak naprawdę nie wie, ile z nich faktycznie działa. Bardziej efektywne spółdzielnie przekształcają się w spółki, mniej efektywne – upadają.

Konferencja była również okazją do zaprezentowania wyników ogólnopolskiego badania „Monitoring spółdzielni socjalnych 2015”. Najważniejsze wnioski z tegoż badania przybliżyła Małgorzata Ołdak z Uniwersytetu Warszawskiego. Z badania wynika, że liczba spółdzielni socjalnych rośnie, co ma związek głównie z napływem środków z Unii Europejskiej. Każda spółdzielnia zatrudnia średnio 7 pracowników, a 14% osób pracujących w spółdzielniach socjalnych to osoby niepełnosprawne.

Autorka: Patrycja Bogdała

czwartek, 10 listopada 2016

Asystentura a samodzielność

Dawniej to, ile człowiek z konkretną dysfunkcją osiągnął zależało nie tylko od jego stopnia niepełnosprawności, ale również od stopnia zrehabilitowania. Dzisiaj czasy się zmieniły i można odnieść wrażenie, że na osiągnięcia rehabilitacyjne kładzie się już nieco mniejszy nacisk. Powód? Modni stali się asystenci osoby niepełnosprawnej i choć w Polsce z różnych powodów, głównie z racji niestabilnego finansowania, rozwiązania te działają raczej w sposób doraźny, to na pomoc asystencką jest duże zapotrzebowanie. Czy czasem jednak nie warto wyjść poza ramy bierności i oczekiwań na pomoc, która notabene się należy (gwarantuje ją nawet Konwencja ONZ) i spróbować samodzielności?

Drzemie w nas duży potencjał

Marek po wypadku stracił rękę. Na obozie, na który wybrał się podczas wakacji, znajomym rozpruł się namiot. Bez wahania postanowił więc przyjść im z pomocą i zaszyć dziurę. Ochoczo zabrał się do pracy. Brak ręki rekompensowały mu zęby, którymi wytrwale przeciągał nitkę przez materiał. No i udało się! Po co się tak męczył? Mógł to przecież zrobić ktoś inny, kto ma dwie zdrowe ręce, ale Marek nie oglądał się na współtowarzyszy. Miał satysfakcję, że sam potrafił pomóc.

Andrzej natomiast lubi czasem spontanicznie robić zakupy w Biedronce. Z powodu swoich ograniczeń nie jest jednak w stanie dokonywać ich sam, ale irytuje go umawianie się z asystentem z kilkudniowym wyprzedzeniem. – Dzisiaj jest w sklepie konkretny okazjonalny towar, o którym dowiedziałem się z internetowej gazetki, a jutro może już zostać wykupiony. Bez sensu jest więc w takiej sytuacji czekać na pomocnika – mówi. Prosi obsługę marketu, żeby mu pomogła i się to udaje.
Poradzenie sobie samodzielnie w z pozoru trudnych kwestiach niesie za sobą niezbywalną korzyść – niezależność.

Kompromis zawsze istotny

Niektórzy zapytają zapewne, po co tak się męczyć, skoro można poprosić o wsparcie? Poważnie niepełnosprawny ruchowo mówca motywacyjny, Nick Vujicic w swojej książce „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!” przyznał, że – mimo ogromnego zrehabilitowania, które osiągnął dzięki własnej wieloletniej ciężkiej pracy – doszedł do wniosku, iż podczas licznych podróży samoobsługa zajmuje mu zbyt dużo czasu, więc postanowił wynająć asystenta. Jego problem zasadzał się jednak na konieczności szybkiego działania. Nie mógł przecież z powodu swoich trudności spóźniać się na zaplanowane wcześniej wykłady, które prowadził. Oczywiste jest zatem, że w takiej sytuacji doraźna pomoc zdecydowanie zmniejszała jego stres. Warto więc tu, jak wszędzie, zachować zdrowy umiar.

Trzeba podkreślić, że w wielu przypadkach wsparcie asystenta jest bardzo ważne, czasami wręcz konieczne. Korzystanie z własnego potencjału natomiast daje poczucie pewnej niezależności i satysfakcji. Te obie formy funkcjonowania mogą jednak z powodzeniem ze sobą współgrać. Można w niektórych sytuacjach korzystać z usług asystenta, w innych natomiast z własnych umiejętności. Problem tak naprawdę zaczyna się dopiero wtedy, gdy bez pomocy asystenta zarzucamy dążenie do samodzielności i wycofujemy się z działań, które – choć okupione pewnym wysiłkiem – są w zasięgu naszych możliwości. Wtedy wpadamy w „pułapkę wygodnictwa”. Odzwyczajamy się od pokonywania trudności i stajemy się wtórnie bezradni, a to potencjalnie jest groźne. No bo co będzie, kiedy pomocnika zabraknie?

Autorka: Patrycja Bogdała

wtorek, 4 października 2016

Różne reakcje na niepełnosprawność

Człowiek z poważną dysfunkcją, z racji plasowania się w pewnej mniejszości, nie jest kimś obojętnym dla otoczenia. Zawsze, choćby tego nie chciał, wywołuje rozmaite, niejednokrotnie skrajne, emocje i właśnie o tych emocjach warto napisać.

Wachlarz zachowań

Portal Disability Horizons opublikował wpis Andrei Ross poruszającej się na wózku inwalidzkim, która dokonała klasyfikacji sposobów reagowania na niepełnosprawność.

Na podstawie własnych doświadczeń, Andrea wyróżnia pięć typów osobowości, które punkt po punkcie szerzej rozważymy.

1. Myśliciel:
Nie dowierza nieszczęściu, jakie na Ciebie spadło. Jeśli jest bardzo wrażliwy, może się rozpłakać traktując to jako gest solidarności. Nie ma złych intencji, ale nie potrafi odpowiednio ich wyrazić.

Ileż to razy się zdarza – widoczne jest to zwłaszcza podczas imprez związanych z niepełnosprawnymi (festiwali muzycznych czy filmowych) – że ludzie oglądający występ niepełnosprawnego artysty płaczą. Czym tu się wzruszać? Czyjąś dysfunkcją? W podobnych okolicznościach nie sposób nie zadać sobie również pytania, czy taki „poruszony do łez” jest w stanie traktować obiekt swoich lamentów normalnie, jak równorzędnego partnera, który, jak każdy, pracuje na swój sukces, czy potrafi się jedynie nad nim litować?

2. Wszystkowiedzący: Osoba, która zakłada, że wie wszystko o Twoim stanie, a co za tym idzie zna Twój styl życia. Wiedza wynika z faktu, że ktoś z jego najbliższego otoczenia miał tą samą niepełnosprawność.

Szkoda tylko, że taki „ekspert od niepełnosprawności” nie pomyśli czasem, że każdy jest inny i każdy w odmienny sposób radzi sobie z własnymi ograniczeniami, a przede wszystkim raczej nikt nie lubi narzucania mu konkretnego stylu funkcjonowania.

3. Niedyskretny: Osoba posiadająca pewne cechy Wszystkowiedzącego. Wykazuje niezdrowe zainteresowanie Twoją intymnością i rytuałami w toalecie.

Jakby się więc czuł taki ciekawski, gdyby z kolei jego przykładowo ktoś zapytał w jakich pozycjach lubi się kochać? Niedyskretne pytania w stosunku do niepełnosprawnych mają naprawdę tego typu wymiar!

4. Mięczak: Osoba, która na widok Twojej niepełnosprawności ucieka gdzie pieprz rośnie. Może to wynikać z obawy, że zostanie zasypana opowieściami o Twoich dolegliwościach lub zainfekowana niepełnosprawnością.

Tylko skąd takie przypuszczenia? Czy niepełnosprawność jest zaraźliwa? – Jak dotąd medycyna tego nie potwierdza.

5. Przeciętny Kowalski: Osoba, która traktuje Cię jak pełnoprawnego członka społeczeństwa. Widzi Ciebie, a nie Twoją niepełnosprawność.

To jest chyba ideał postrzegania niepełnosprawności, do którego powinno się dążyć i oby jak najwięcej takich „Kowalskich” było w społeczeństwie.


Autorka: Patrycja Bogdała


czwartek, 29 września 2016

Symulacja niepełnosprawności – pożyteczna, czy nie?

Każdemu znane jest powiedzenie „syty głodnego nie zrozumie”, więc żeby tak nie było, czyli żeby syty głodnego zrozumiał, wiele osób i instytucji związanych z niepełnosprawnością wpada na pomysł, aby w ramach poszerzania świadomości wśród pełnosprawnego społeczeństwa stworzyć warunki symulacyjne, w których „zdrowy” uczestnik różnej maści warsztatów wcieliłby się choć na chwilę w osobę z wybraną dysfunkcją. Czy jednak to dobra droga do zwiększenia empatii względem ludzi dotkniętych poważnym schorzeniem? – Niekoniecznie. Anna Ślebioda – autorka artykułu pt. „Symulacja niepełnosprawności – co z nią nie tak?”, który ostatnio pojawił się na portalu pion.pl, przytaczając pewnego angielskiego naukowca Zara Todd’a, wskazuje dziewięć tez negujący taki sposób edukowania. Pozwolimy więc sobie je nieco głębiej wyjaśnić.

1. Niepełnosprawność jest zbyt złożonym zjawiskiem. Obejmuje ono również postawy, których symulować nie sposób.


Fizyczne ograniczenia to jedno, ale co z problemami psychicznymi, które często towarzyszą poczuciu straty np.: możliwości chodzenia, słuchu czy wzroku. To powoduje, że osoby niepełnosprawne wpadają niejednokrotnie w tzw. „czarnowidztwo” – życie jest trudne, ludzie źli itd. Taki stan emocjonalny może jednak odczuć tylko ten, kto realnie, w dłuższej perspektywie żyje w sytuacji niepełnosprawności, a nie ktoś, kto się w niej znalazł tylko przez godzinę.

2. Osoby niepełnosprawne posiadają doświadczenie, którego nie zdobędzie się symulując niepełnosprawność.


Gdy przykładowo zatkamy uszy zatyczkami, ogarnia nas cisza i czujemy się niepewnie. Wydaje nam się, że taki niesłyszący jest zupełnie odcięty od świata dźwięków. Tymczasem okazuje się, że głusi potrafią nawet tańczyć. Dlaczego? Bo odczuwają wibracje kośćmi, czego nie są w stanie doświadczyć osoby, które na moment zakorkowały sobie uszy, gdyż taka umiejętność wytwarza się w procesie długotrwałego braku bodźców słuchowych.

3. Symulacja może dawać przeświadczenie, że dany sposób funkcjonowania przysparza trudności, a tymczasem często jest zupełnie odwrotnie (dla osoby sparaliżowanej wózek inwalidzki to droga do wolności, a nie niewoli).

Tutaj znowu „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, a tak dosłownie nawet leżenia. Dla osoby sprawnej fizycznie: chodzącej, biegającej, uprawiającej taniec nagła konieczność poruszania się na wózku wiąże się z tragedią. Natomiast człowiek przykuty do łóżka, który dzięki wózkowi jest w stanie usiąść, przemieszczać się po domu, a nawet poza domem jest ogromnie szczęśliwy! W końcu nie jest już tak mocno zależny od otoczenia, jak dawniej, kiedy nie mógł ruszyć ręką ani nogą.

4. Symulacja jest niezbyt odkrywcza, przez co nie powoduje pożądanych zmian w myśleniu.

Trudno się z tym poglądem jednoznacznie zgodzić. Z pewnością są tacy, którzy znalazłszy się przez chwilę w sytuacji osoby niepełnosprawnej odkryją np. jej inny od reszty sposób postrzegania rzeczywistości. Znajdą się jednak również i ci, którzy, z powodu przykrych emocji towarzyszących doświadczeniu, będą chcieli uciec od tego typu refleksji.

5. Symulacja może stać się powodem do żartowania z niepełnosprawności, co całkowicie mija się z jej celem.

Warto jednak pamiętać, że trochę humoru pojawiającego się w czasie wykonywania zadania – np.: poruszania się po budynku z zasłoniętymi oczami - może mieć znaczenie „oczyszczające” dla tak naprawdę trudnej sytuacji z perspektywy uczestników. Zdarza się, że ludzie, reagując w ten sposób, ukrywają strach związany z poczuciem braku własnego bezpieczeństwa i nie wiąże się to absolutnie z epatowaniem złośliwością skierowaną w stronę dotkniętych daną dysfunkcją.

6. Symulacja wywołuje częściej krótkotrwałe współczucie, a nie empatię.

Rzeczywiście może się tak wydawać. Za przykład może tu posłużyć sytuacja, w której biorący udział w pewnym warsztacie wcielali się w osoby niewidome prowadzone przez widzących przewodników. Po zakończeniu ćwiczenia, dzieląc się swoimi refleksjami, najczęściej stwierdzali, że strasznie źle jest nie widzieć. Ich myślenie niestety nie szło w kierunku ewentualnej deklaracji na przyszłość pomocy niewidomej osobie na przykład przy przejściu przez ulicę itd.

7. Symulacja uruchamia myślenie, że problem stanowi dysfunkcja, a nie dana postawa społeczna.

Istnieje takie niebezpieczeństwo. Obecnie, zwłaszcza w dobie ratyfikowania przez Polskę Konwencji o Prawach Osób Niepełnosprawnych, rośnie świadomość, że niepełnosprawnym funkcjonowałoby się lepiej w społeczeństwie, gdyby ono nie stwarzało dodatkowych trudności np. poprzez bariery architektoniczne, niedostępność kultury czy sprzętów. Samo skupianie się na ograniczeniach do takich wniosków raczej nie doprowadzi.

8. Nie można wykorzystać symulacji w przypadku niepełnosprawności niewidocznej. Potwierdza to jej „niższy status” w hierarchii niepełnosprawności.

To fakt. Wystarczy kogokolwiek zapytać, z czym kojarzy się niepełnosprawność – najczęściej odpowie, że z osobą na wózku. W dalszej kolejności znajdą się niewidomi, niesłyszący i niepełnosprawni intelektualnie, a już pewnie nikt nie pomyśli o ludziach z zespołem Aspergera, podczas gdy dotknięci tą dysfunkcją napotykają na szereg komplikacji w relacjach społecznych, które utrudniają, a nawet uniemożliwiają normalne życie.

9. Symulacja przyczynia się do generalizowania.

Stereotypy są największym wrogiem świadomego myślenia. Powinno się od nich uciekać. Trudniej to zrobić, gdy ktoś, opierając się na własnych niekorzystnych doświadczeniach (np. kiedy zabraknie mu światła i nie jest w stanie samodzielnie się ubrać, bo nigdy po ciemku tego nie ćwiczył) zaczyna uważać, że niewidomi potrzebują pomocy przy ubieraniu, co jest poglądem nieprawdziwym i krzywdzącym, ponieważ, wspominając wcześniejsze rozważania posiadający tę dysfunkcję nauczyli się tych czynności podczas ciągłego obcowania z własnymi ograniczeniami.

A zatem, całkowite odrzucenie symulacji z procesu edukowania byłoby błędem. Zawsze przecież jest ona elementem wzbogacającym i pobudzającym do myślenia. Nie powinien być to jednak chyba główny środek do przybliżania tematyki niepełnosprawności.

Autorka: Patrycja Bogdała