Zapraszamy na naszą stronę internetową Portalu Zróbmy to Razem

Znajdziesz tam ciekawe artykuły, wywiady, wydarzenia i aktulności. Czytaj i komentuj. Zapraszamy!

czwartek, 10 listopada 2016

Asystentura a samodzielność

Dawniej to, ile człowiek z konkretną dysfunkcją osiągnął zależało nie tylko od jego stopnia niepełnosprawności, ale również od stopnia zrehabilitowania. Dzisiaj czasy się zmieniły i można odnieść wrażenie, że na osiągnięcia rehabilitacyjne kładzie się już nieco mniejszy nacisk. Powód? Modni stali się asystenci osoby niepełnosprawnej i choć w Polsce z różnych powodów, głównie z racji niestabilnego finansowania, rozwiązania te działają raczej w sposób doraźny, to na pomoc asystencką jest duże zapotrzebowanie. Czy czasem jednak nie warto wyjść poza ramy bierności i oczekiwań na pomoc, która notabene się należy (gwarantuje ją nawet Konwencja ONZ) i spróbować samodzielności?

Drzemie w nas duży potencjał

Marek po wypadku stracił rękę. Na obozie, na który wybrał się podczas wakacji, znajomym rozpruł się namiot. Bez wahania postanowił więc przyjść im z pomocą i zaszyć dziurę. Ochoczo zabrał się do pracy. Brak ręki rekompensowały mu zęby, którymi wytrwale przeciągał nitkę przez materiał. No i udało się! Po co się tak męczył? Mógł to przecież zrobić ktoś inny, kto ma dwie zdrowe ręce, ale Marek nie oglądał się na współtowarzyszy. Miał satysfakcję, że sam potrafił pomóc.

Andrzej natomiast lubi czasem spontanicznie robić zakupy w Biedronce. Z powodu swoich ograniczeń nie jest jednak w stanie dokonywać ich sam, ale irytuje go umawianie się z asystentem z kilkudniowym wyprzedzeniem. – Dzisiaj jest w sklepie konkretny okazjonalny towar, o którym dowiedziałem się z internetowej gazetki, a jutro może już zostać wykupiony. Bez sensu jest więc w takiej sytuacji czekać na pomocnika – mówi. Prosi obsługę marketu, żeby mu pomogła i się to udaje.
Poradzenie sobie samodzielnie w z pozoru trudnych kwestiach niesie za sobą niezbywalną korzyść – niezależność.

Kompromis zawsze istotny

Niektórzy zapytają zapewne, po co tak się męczyć, skoro można poprosić o wsparcie? Poważnie niepełnosprawny ruchowo mówca motywacyjny, Nick Vujicic w swojej książce „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!” przyznał, że – mimo ogromnego zrehabilitowania, które osiągnął dzięki własnej wieloletniej ciężkiej pracy – doszedł do wniosku, iż podczas licznych podróży samoobsługa zajmuje mu zbyt dużo czasu, więc postanowił wynająć asystenta. Jego problem zasadzał się jednak na konieczności szybkiego działania. Nie mógł przecież z powodu swoich trudności spóźniać się na zaplanowane wcześniej wykłady, które prowadził. Oczywiste jest zatem, że w takiej sytuacji doraźna pomoc zdecydowanie zmniejszała jego stres. Warto więc tu, jak wszędzie, zachować zdrowy umiar.

Trzeba podkreślić, że w wielu przypadkach wsparcie asystenta jest bardzo ważne, czasami wręcz konieczne. Korzystanie z własnego potencjału natomiast daje poczucie pewnej niezależności i satysfakcji. Te obie formy funkcjonowania mogą jednak z powodzeniem ze sobą współgrać. Można w niektórych sytuacjach korzystać z usług asystenta, w innych natomiast z własnych umiejętności. Problem tak naprawdę zaczyna się dopiero wtedy, gdy bez pomocy asystenta zarzucamy dążenie do samodzielności i wycofujemy się z działań, które – choć okupione pewnym wysiłkiem – są w zasięgu naszych możliwości. Wtedy wpadamy w „pułapkę wygodnictwa”. Odzwyczajamy się od pokonywania trudności i stajemy się wtórnie bezradni, a to potencjalnie jest groźne. No bo co będzie, kiedy pomocnika zabraknie?

Autorka: Patrycja Bogdała

wtorek, 4 października 2016

Różne reakcje na niepełnosprawność

Człowiek z poważną dysfunkcją, z racji plasowania się w pewnej mniejszości, nie jest kimś obojętnym dla otoczenia. Zawsze, choćby tego nie chciał, wywołuje rozmaite, niejednokrotnie skrajne, emocje i właśnie o tych emocjach warto napisać.

Wachlarz zachowań

Portal Disability Horizons opublikował wpis Andrei Ross poruszającej się na wózku inwalidzkim, która dokonała klasyfikacji sposobów reagowania na niepełnosprawność.

Na podstawie własnych doświadczeń, Andrea wyróżnia pięć typów osobowości, które punkt po punkcie szerzej rozważymy.

1. Myśliciel:
Nie dowierza nieszczęściu, jakie na Ciebie spadło. Jeśli jest bardzo wrażliwy, może się rozpłakać traktując to jako gest solidarności. Nie ma złych intencji, ale nie potrafi odpowiednio ich wyrazić.

Ileż to razy się zdarza – widoczne jest to zwłaszcza podczas imprez związanych z niepełnosprawnymi (festiwali muzycznych czy filmowych) – że ludzie oglądający występ niepełnosprawnego artysty płaczą. Czym tu się wzruszać? Czyjąś dysfunkcją? W podobnych okolicznościach nie sposób nie zadać sobie również pytania, czy taki „poruszony do łez” jest w stanie traktować obiekt swoich lamentów normalnie, jak równorzędnego partnera, który, jak każdy, pracuje na swój sukces, czy potrafi się jedynie nad nim litować?

2. Wszystkowiedzący: Osoba, która zakłada, że wie wszystko o Twoim stanie, a co za tym idzie zna Twój styl życia. Wiedza wynika z faktu, że ktoś z jego najbliższego otoczenia miał tą samą niepełnosprawność.

Szkoda tylko, że taki „ekspert od niepełnosprawności” nie pomyśli czasem, że każdy jest inny i każdy w odmienny sposób radzi sobie z własnymi ograniczeniami, a przede wszystkim raczej nikt nie lubi narzucania mu konkretnego stylu funkcjonowania.

3. Niedyskretny: Osoba posiadająca pewne cechy Wszystkowiedzącego. Wykazuje niezdrowe zainteresowanie Twoją intymnością i rytuałami w toalecie.

Jakby się więc czuł taki ciekawski, gdyby z kolei jego przykładowo ktoś zapytał w jakich pozycjach lubi się kochać? Niedyskretne pytania w stosunku do niepełnosprawnych mają naprawdę tego typu wymiar!

4. Mięczak: Osoba, która na widok Twojej niepełnosprawności ucieka gdzie pieprz rośnie. Może to wynikać z obawy, że zostanie zasypana opowieściami o Twoich dolegliwościach lub zainfekowana niepełnosprawnością.

Tylko skąd takie przypuszczenia? Czy niepełnosprawność jest zaraźliwa? – Jak dotąd medycyna tego nie potwierdza.

5. Przeciętny Kowalski: Osoba, która traktuje Cię jak pełnoprawnego członka społeczeństwa. Widzi Ciebie, a nie Twoją niepełnosprawność.

To jest chyba ideał postrzegania niepełnosprawności, do którego powinno się dążyć i oby jak najwięcej takich „Kowalskich” było w społeczeństwie.


Autorka: Patrycja Bogdała


czwartek, 29 września 2016

Symulacja niepełnosprawności – pożyteczna, czy nie?

Każdemu znane jest powiedzenie „syty głodnego nie zrozumie”, więc żeby tak nie było, czyli żeby syty głodnego zrozumiał, wiele osób i instytucji związanych z niepełnosprawnością wpada na pomysł, aby w ramach poszerzania świadomości wśród pełnosprawnego społeczeństwa stworzyć warunki symulacyjne, w których „zdrowy” uczestnik różnej maści warsztatów wcieliłby się choć na chwilę w osobę z wybraną dysfunkcją. Czy jednak to dobra droga do zwiększenia empatii względem ludzi dotkniętych poważnym schorzeniem? – Niekoniecznie. Anna Ślebioda – autorka artykułu pt. „Symulacja niepełnosprawności – co z nią nie tak?”, który ostatnio pojawił się na portalu pion.pl, przytaczając pewnego angielskiego naukowca Zara Todd’a, wskazuje dziewięć tez negujący taki sposób edukowania. Pozwolimy więc sobie je nieco głębiej wyjaśnić.

1. Niepełnosprawność jest zbyt złożonym zjawiskiem. Obejmuje ono również postawy, których symulować nie sposób.


Fizyczne ograniczenia to jedno, ale co z problemami psychicznymi, które często towarzyszą poczuciu straty np.: możliwości chodzenia, słuchu czy wzroku. To powoduje, że osoby niepełnosprawne wpadają niejednokrotnie w tzw. „czarnowidztwo” – życie jest trudne, ludzie źli itd. Taki stan emocjonalny może jednak odczuć tylko ten, kto realnie, w dłuższej perspektywie żyje w sytuacji niepełnosprawności, a nie ktoś, kto się w niej znalazł tylko przez godzinę.

2. Osoby niepełnosprawne posiadają doświadczenie, którego nie zdobędzie się symulując niepełnosprawność.


Gdy przykładowo zatkamy uszy zatyczkami, ogarnia nas cisza i czujemy się niepewnie. Wydaje nam się, że taki niesłyszący jest zupełnie odcięty od świata dźwięków. Tymczasem okazuje się, że głusi potrafią nawet tańczyć. Dlaczego? Bo odczuwają wibracje kośćmi, czego nie są w stanie doświadczyć osoby, które na moment zakorkowały sobie uszy, gdyż taka umiejętność wytwarza się w procesie długotrwałego braku bodźców słuchowych.

3. Symulacja może dawać przeświadczenie, że dany sposób funkcjonowania przysparza trudności, a tymczasem często jest zupełnie odwrotnie (dla osoby sparaliżowanej wózek inwalidzki to droga do wolności, a nie niewoli).

Tutaj znowu „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, a tak dosłownie nawet leżenia. Dla osoby sprawnej fizycznie: chodzącej, biegającej, uprawiającej taniec nagła konieczność poruszania się na wózku wiąże się z tragedią. Natomiast człowiek przykuty do łóżka, który dzięki wózkowi jest w stanie usiąść, przemieszczać się po domu, a nawet poza domem jest ogromnie szczęśliwy! W końcu nie jest już tak mocno zależny od otoczenia, jak dawniej, kiedy nie mógł ruszyć ręką ani nogą.

4. Symulacja jest niezbyt odkrywcza, przez co nie powoduje pożądanych zmian w myśleniu.

Trudno się z tym poglądem jednoznacznie zgodzić. Z pewnością są tacy, którzy znalazłszy się przez chwilę w sytuacji osoby niepełnosprawnej odkryją np. jej inny od reszty sposób postrzegania rzeczywistości. Znajdą się jednak również i ci, którzy, z powodu przykrych emocji towarzyszących doświadczeniu, będą chcieli uciec od tego typu refleksji.

5. Symulacja może stać się powodem do żartowania z niepełnosprawności, co całkowicie mija się z jej celem.

Warto jednak pamiętać, że trochę humoru pojawiającego się w czasie wykonywania zadania – np.: poruszania się po budynku z zasłoniętymi oczami - może mieć znaczenie „oczyszczające” dla tak naprawdę trudnej sytuacji z perspektywy uczestników. Zdarza się, że ludzie, reagując w ten sposób, ukrywają strach związany z poczuciem braku własnego bezpieczeństwa i nie wiąże się to absolutnie z epatowaniem złośliwością skierowaną w stronę dotkniętych daną dysfunkcją.

6. Symulacja wywołuje częściej krótkotrwałe współczucie, a nie empatię.

Rzeczywiście może się tak wydawać. Za przykład może tu posłużyć sytuacja, w której biorący udział w pewnym warsztacie wcielali się w osoby niewidome prowadzone przez widzących przewodników. Po zakończeniu ćwiczenia, dzieląc się swoimi refleksjami, najczęściej stwierdzali, że strasznie źle jest nie widzieć. Ich myślenie niestety nie szło w kierunku ewentualnej deklaracji na przyszłość pomocy niewidomej osobie na przykład przy przejściu przez ulicę itd.

7. Symulacja uruchamia myślenie, że problem stanowi dysfunkcja, a nie dana postawa społeczna.

Istnieje takie niebezpieczeństwo. Obecnie, zwłaszcza w dobie ratyfikowania przez Polskę Konwencji o Prawach Osób Niepełnosprawnych, rośnie świadomość, że niepełnosprawnym funkcjonowałoby się lepiej w społeczeństwie, gdyby ono nie stwarzało dodatkowych trudności np. poprzez bariery architektoniczne, niedostępność kultury czy sprzętów. Samo skupianie się na ograniczeniach do takich wniosków raczej nie doprowadzi.

8. Nie można wykorzystać symulacji w przypadku niepełnosprawności niewidocznej. Potwierdza to jej „niższy status” w hierarchii niepełnosprawności.

To fakt. Wystarczy kogokolwiek zapytać, z czym kojarzy się niepełnosprawność – najczęściej odpowie, że z osobą na wózku. W dalszej kolejności znajdą się niewidomi, niesłyszący i niepełnosprawni intelektualnie, a już pewnie nikt nie pomyśli o ludziach z zespołem Aspergera, podczas gdy dotknięci tą dysfunkcją napotykają na szereg komplikacji w relacjach społecznych, które utrudniają, a nawet uniemożliwiają normalne życie.

9. Symulacja przyczynia się do generalizowania.

Stereotypy są największym wrogiem świadomego myślenia. Powinno się od nich uciekać. Trudniej to zrobić, gdy ktoś, opierając się na własnych niekorzystnych doświadczeniach (np. kiedy zabraknie mu światła i nie jest w stanie samodzielnie się ubrać, bo nigdy po ciemku tego nie ćwiczył) zaczyna uważać, że niewidomi potrzebują pomocy przy ubieraniu, co jest poglądem nieprawdziwym i krzywdzącym, ponieważ, wspominając wcześniejsze rozważania posiadający tę dysfunkcję nauczyli się tych czynności podczas ciągłego obcowania z własnymi ograniczeniami.

A zatem, całkowite odrzucenie symulacji z procesu edukowania byłoby błędem. Zawsze przecież jest ona elementem wzbogacającym i pobudzającym do myślenia. Nie powinien być to jednak chyba główny środek do przybliżania tematyki niepełnosprawności.

Autorka: Patrycja Bogdała


środa, 14 września 2016

Wiedzy wciąż za mało!

Choć w przestrzeni cyfrowej i publicznej coraz więcej stwarza się udogodnień dla osób z niepełnosprawnością. Trudno oprzeć się wrażeniu, że może wspomniane dostosowania byłyby lepiej dopracowane, gdyby tzw. „zdrowe” społeczeństwo miało więcej informacji na ten temat.

To wydarzyło się naprawdę. Ze względu jednak na zachowanie anonimowości biorących udział w tej sytuacji, ich imiona zostały zmienione.
O swoich doświadczeniach wynikających z wymiany poglądowej osób niepełnosprawnych z pełnosprawnymi opowiada Ania.

Ostatnio, jak zwykle już od kilkunastu lat, pojawiliśmy się z mężem na pewnych zajęciach sportowych. (Dla ścisłości wspomnę, że oboje jesteśmy niewidomi, gdyż ma to znaczenie w kontekście tego, do czego chcę tu nawiązać. Cała reszta uczestników, to osoby pełnosprawne).

Już w szatni podczas zdawkowej wymiany zdań stałam się niepostrzeżenie przekazicielem ważnych informacji.
- Nie chcecie przychodzić rano na ćwiczenia? – zapytała instruktorka Ala.
- Nie, bo rano nie mamy czasu. – odpowiedziałam.
Przebrałam tenisówki i już miałam wyjść z szatni, gdy Ala odezwała się znowu:
- A czy wy gdzieś pracujecie? – jeśli mogę zapytać – wtrąciła niepewnie.
Wyjaśniłam, że pracuję zdalnie, przez Internet, że piszę artykuły.
- A jak posługujesz się komputerem? Masz specjalnie przystosowany? – Ala była wyraźnie zaciekawiona.
Zaczęłam jej wyjaśniać tajniki programu odczytującego mową ekran itd.

Po solidnej rozgrzewce, starym zwyczajem, była przerwa na herbatę. Luźna pogawędka zeszła na ostatnie wydarzenia i propozycje kulturalne w mieście. Monika wspomniała o otwartym niedawno we Wrocławiu Muzeum Pana Tadeusza.
- Jest tam wiele ciekawych rzeczy. Są też różne eksponaty opisane brajlem, które osoby niewidome mogą dotykać. Jest muzyka z tamtego okresu, którą można posłuchać na słuchawkach... – wymieniała zafascynowana wyraźnie, kierując swoje słowa do mnie i do mojego męża.
- A w jaki sposób wybiera się te utwory? – przerwał jej mój mąż, Andrzej.
- Na panelu dotykowym. – wyjaśniła Monika.
- To ja i tak z tego nie skorzystam, bo nie jestem w stanie obsługiwać panelu dotykowego. Szumnie mówi się o różnych dostosowaniach dla niepełnosprawnych, ale jak przyjdzie co do czego, to okazuje się, że nie jest to dorobione, bo ja nie mógłbym zwiedzać takiego muzeum sam, tylko potrzebowałbym przewodnika, a to ogranicza moją samodzielność.

Jego twarde słowa zgasiły entuzjazm Moniki. Przy tej okazji Andrzej opowiedział o sprawie z wystawą rzeźb opatrzoną audiodeskrypcją, na którą kiedyś oboje postanowiliśmy się wybrać. Gdy jednak zapytaliśmy, czy możemy na miejscu liczyć na oddelegowaną osobę, która nas tam oprowadzi, bo z powodu braku wzroku, z przyczyn oczywistych, mimo audiodeskrypcji, nie zorientujemy się w rozmieszczeniu eksponatów, odpowiedziano nam ze zdziwieniem, że nie przewidziano takiej możliwości. Po negocjacjach udało nam się jednak pomoc uzyskać, ale był to najlepszy przykład na to, że dostosowanie wystawy pod kątem osób niewidomych było nie do końca przemyślane.
- Ja mówię tylko o tym, co zauważyłam. Faktycznie tak do końca nie znam się na tych dostosowaniach. – tłumaczyła niepewnie Monika.

W związku z tym, ja postanowiłam nieco stanąć w obronie osób pełnosprawnych.
- Taka sytuacja bierze się stąd, że ludzie za mało wiedzą o naszych potrzebach. Wydaje im się, że zrobili wszystko jak należy, ale nikt im na przykład nie uświadomił, że niewidomy w muzeum potrzebuje przewodnika.
Zauważyłam, że otwarte postawienie przeze mnie problemu ośmieliło innych  do wyrażenia własnych spostrzeżeń.
- To prawda. Bo ja też nie wiedziałam, czemu służą rowki na posadzce dworca czy w innych miejscach. Dowiedziałam się o tym dopiero, gdy przeczytałam artykuł, jak niewidomy człowiek zgłaszał zastrzeżenia, że rowki wyznaczające drogę do przystanku zastawiają straganiarze, a on nie może się zorientować, jak na ten przystanek trafić. Zwierzyła się Ala.
- To ciekawe. Dobrze, że o tym powiedziałaś, bo ja też nie wiedziałam, po co te rowki są. – przyznała Ela, która notabene z wykształcenia jest architektem.

Ja również uświadomiłam sobie, że nie jestem wolna od stereotypowego myślenia na temat ułatwień dotyczących innych, poza niewidzeniem, niepełnosprawności. Przez wiele lat byłam przekonana na przykład, że filmy, żeby były dostępne dla niesłyszących należy opatrzyć napisami i sprawa jest rozwiązana. Więcej w tym względzie dowiedziałam się dopiero wtedy, gdy przeczytałam, że niektóre osoby niesłyszące od urodzenia mogą w ogóle nie znać gramatyki języka polskiego, bo posługują się głównie gestami, więc język polski nie jest przez nich traktowany jak ojczysty, ale jak każdy inny, wtórny, obcy język. W związku z tym, same napisy niewiele im dadzą, więc film powinien być wyposażony dodatkowo w tzw. „ludzika” w rogu ekranu posługującego się gestami.

Wniosek nasuwa się więc następujący: Wiedza o konkretnych potrzebach osób niepełnosprawnych jest zbyt mała i płytka. Należałoby w związku z tym zastanawiać się, w jaki sposób efektywnie ją poszerzać. To zadanie niewątpliwie stoi przed samymi niepełnosprawnymi, ale również ważna jest otwartość pełnosprawnego społeczeństwa, żeby te informacje przyjmowało i starało się do nich stosować.

Autorka: Patrycja Bogdała

wtorek, 6 września 2016

Parkowanie uprawnionych do karty parkingowej na każdym wolnym miejscu – czy to dobry pomysł?

Ogromny „zalew” samochodów na ulicach miast to prawdziwa „plaga” XXI w. i – mimo dość restrykcyjnych przepisów dotyczących parkowania – w dalszym ciągu dotyka ona osoby niepełnosprawne, dlatego Paweł Lewandowski – jeden z redaktorów portalu WatchDogPfron opublikował artykuł, w którym przekonuje do nieco zaskakującego rozwiązania, a mianowicie uważa, że posiadacze kart parkingowych powinni mieć możliwość zostawiania swoich samochodów w każdym wolnym miejscu! Dlaczego? Oto jego argumentacja:

Zadałem sobie pytanie: dlaczego społeczeństwo, wydzielając specjalne miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych, nie zastosowało logiki odwróconej. To znaczy nie przyznało uprawnionym osobom niepełnosprawnym prawa do parkowania na każdym wolnym miejscu parkingowym rezerwując dodatkowe miejsca dla wyłącznego użytku dla tej grupy użytkowników samochodów.
Skoro osoby niepełnosprawne (nazywane czasem także inwalidami ruchu), mające trudności w przemieszczaniu się, uzyskały od społeczeństwa prawo do parkowania w możliwie najlepszej lokalizacji, to umożliwienie im zaparkowania w takim właśnie miejscu wydaje się logiczne i społecznie uzasadnione.
I na odwrót: przyznawanie im prawa do parkowania na kopercie, która znajduje się w odległości 1500 metrów od miejsca, do którego chce się dostać osoba niepełnosprawna ruchowo, stanowi jawne zaprzeczenie logiki takiego rozumowania – twierdzi Paweł Lewandowski i wysuwa konkretne propozycje:
(...) Stąd postulat do wszystkich rządzących tym krajem, na poziomie krajowym i lokalnym, parlamentarnym i samorządowym, o przyznanie prawa do parkowania uprawnionym osobom niepełnosprawnym na każdym wolnym miejscu parkingowym przy równoczesnym pozostawieniu miejsc parkingowych zarezerwowanych tylko dla tej kategorii kierowców.

A Ty co o tym sądzisz, Czytelniku?

Autorka: Patrycja Bogdała

wtorek, 30 sierpnia 2016

Automat zastąpi człowieka w opiece nad niepełnosprawnym?

Ten, kto na co dzień zajmuje się pielęgnacją osoby z dużymi ograniczeniami ruchowymi, najlepiej wie, ile to kosztuje wysiłku. Niedawno jednak na amerykańskim rynku pojawiło się urządzenie gotowe wyręczyć potencjalnego opiekuna w kwestii karmienia. Przy tej okazji trudno nie zadać pytania, czy automat jest w takim przypadku najlepszym rozwiązaniem? Oto garść informacji o tym cudzie techniki.

Opiekuńczy robot

Niecodziennym wynalazkiem jest Obi, maszyna zaprojektowana przez specjalistów od robotyki z firmy Desin i stworzona specjalnie w celu opieki nad osobami niepełnosprawnymi oraz sparaliżowanymi. Szczególnie w przypadku pacjentów o mocno ograniczonej zdolności ruchowej robot będzie bardzo pomocny, gdyż jego zadaniem jest karmienie takich osób.

Robota zaopatrzono w długie ramię, do którego dołączona jest łyżeczka wykonana z plastiku BPA przeznaczonego do kontaktów z żywnością, którą można bezpiecznie myć w zmywarce. Na jego wyposażeniu znajduje się także specjalna miska podzielona na cztery strefy, każda dla innego rodzaju pożywienia, z których przy pomocy łyżki jest ono nabierane i transportowane do ust pacjenta.

Obi może przy tym dostarczać pożywienie o różnej konsystencji, a sterowany jest za pomocą przycisków, specjalnych sensorów, poduszki wyposażonej w sensory nacisku lub też specjalny sterownik obsługiwany ustami. Maszyna zasilana jest wbudowanym akumulatorem, który ją napędza przez cztery godziny. Obi jest już dostępny w sprzedaży na stronie producenta i można go zakupić za 4,500 dolarów.

Krok milowy w kierunku samodzielności

Jak wyznał David Hare – niepełnosprawny dziadek wynalazcy Johna Dakara, kiedy po raz pierwszy zastosował Obi, doznał niesamowitego uczucia, gdyż pierwszy raz od dłuższego czasu mógł podczas posiłku patrzeć na żonę i jeść samemu. To był dla niego najprzyjemniejszy posiłek w ostatnich latach, ponieważ „odciążył żonę od obowiązku karmienia”.

Może i tak, ale to jednak maszyna

„To że może w przyszłości trafi to do nas, może i dobrze, ale nie zastąpi kontaktu z drugim człowiekiem. To jednak maszyna” – napisała czytelniczka w komentarzu pod opublikowaną informacją o tym urządzeniu. Czy aby nie ma racji? – sprawę warto przemyśleć.



Autorka: Patrycja Bogdała

czwartek, 25 sierpnia 2016

Dostępności cyfrowej wciąż się trzeba uczyć

Internet jest wielkim oknem na świat. Czy dla każdego w takim samym stopniu? Choć o dostępności mówi się już od kilku lat, to w dalszym ciągu strony internetowe i zamieszczane na nich materiały niejednokrotnie nie są tworzone tak, aby swobodnie mógł korzystać z nich każdy użytkownik, również ten z niepełnosprawnością. Mało tego, niedostatek wiedzy w tej dziedzinie powoduje, że osoby niepełnosprawne „stawiające pierwsze kroki z komputerem” uczą się jego obsługi od osób nie posiadających zbyt wyspecjalizowanych kompetencji w tej kwestii. Pewne pozytywne zmiany w świadomości ekspertów związanych z tą dziedziną można jednak zauważyć.

Rozpowszechniać wiedzę

Tajniki dostępnej przestrzeni cyfrowej próbowało w ostatnim czasie przekazać pracownikom urzędów Stowarzyszenie Przyjaciół „Integracji”. W szkoleniach z zakresu dostępności stron, w tym także tworzenia m.in. dostosowanych dokumentów PDF i aplikacji, uczestniczyli m.in. pracownicy firm Play i Samsung, a także Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) i Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON). W szkoleniu brało udział 34 pracowników różnych jednostek organizacyjnych Funduszu.

Elektroniczne bolączki

Jest ich wiele. Jedną z nich są pliki PDF. Dostępność plików PDF, które często zawierają niezwykle potrzebne i ważne dokumenty, była i jest dla wielu instytucji niezwykle problematyczna. Nie raz zdarza się, że np. osoby niewidome muszą prosić widzących członków rodziny albo sąsiadów o pomoc w odczytaniu dokumentu z urzędu.

By rozumieć, co się czyta...

Zrozumiały i prosty język jest równie ważnym aspektem dostępności, co „twarde” kwestie techniczne. Dlatego ten temat jest poruszany podczas szkoleń „Integracji”. Obecny na nim Jakub Dębski – jeden ze specjalistów w kwestii dostępności, przekazał cztery, jego zdaniem, najważniejsze, zasady tworzenia zrozumiałych treści. Oto one:
1. Pamiętaj, dla kogo piszesz tekst – zawsze przy pisaniu stawiaj sobie przed oczami swojego docelowego odbiorcę i wyobraź sobie, jakie informacje są dla niego szczególnie interesujące.
2. Miej świadomość tego, że pisany przez Ciebie tekst będzie odbierany przez ludzi o różnym stopniu sprawności: osoby niewidome, niedosłyszące z niepełnosprawnością ruchową. Jeśli więc na przykład dodajesz do tekstu zdjęcie, pamiętaj o opisie alternatywnym.
3. Pisz prostym i zrozumiałym językiem – pamiętaj o krótkich i jasnych zdaniach, i logicznej strukturze tekstu. Nie używaj makaronizmów (słów z języka obcego) ani specjalistycznych wyrażeń. Pamiętaj, że czytać go będą ludzie o różnym poziomie wykształcenia. Aby uczynić tekst czytelniejszym, zwracaj się bezpośrednio do swojego odbiorcy.
4. Formatuj tekst czytelnie. Dziel go na wiele części, dodawaj dużo śródtytułów. Pamiętaj, że korzystający z Internetu chcą szybko dotrzeć do potrzebnych im treści i często szukają ich po śródtytułach. Dlatego też zrób wszystko, by im to ułatwić.

Niepełnosprawni szkoleni niefachowo

Kolejnym niezauważanym dotąd problemem jest kwestia jakości nauczania osób z dysfunkcjami poruszania się w informatycznych zawiłościach. Firm szkolących zajmujących się tą specyfiką powstaje coraz więcej i można by było uznać to za dobry objaw, jednak trudności zasadzają się na błędach w merytorycznym przekazie, za który biorą się osoby niekoniecznie dobrze do tego przygotowane.
Bardzo często zdarza się, że na grupowych kursach dotyczących obsługi podstawowych programów i poruszania się po Internecie uczestnicy z dysfunkcją wzroku nie są dzieleni osobno na grupy kursantów słabowidzących i całkowicie niewidomych, a to niezwykle ważne. Instruktorzy wtedy najczęściej skupiają się na uczestnikach słabowidzących, bo specyfika obsługi komputera nie jest tak bardzo różniąca się od przyjętych standardów, jak w przypadku osób w ogóle nieposługujących się wzrokiem. Na skutek tego niewidomi na takich szkoleniach mało zyskują.

- Głównie zgłaszają się do mnie ci, którzy podczas grupowych szkoleń nie byli w stanie przyswoić wymaganej do samodzielnego działania na komputerze wiedzy lub osoby chcące poznać komputer i Internet powoli, bez niepotrzebnego pośpiechu. Niewidomy musi opanować znacznie więcej umiejętności niż człowiek sprawny, żeby korzystać z tych dobrodziejstw technicznych w podobnym stopniu, co użytkownik widzący, ale w konsekwencji, przy dużym zaangażowaniu ucznia i instruktora, to się udaje, jeżeli oczywiście nie stoi na drodze problem z dostępnością – mówi niewidomy Paweł zajmujący się od wielu lat szkoleniem komputerowym osób niewidomych.

Niedobrze się dzieje również w sytuacji odwrotnej, kiedy to niewidomy szkoleniowiec próbuje uczyć słabowidzących.
- Podjąłem kiedyś takie wyzwanie. Sądziłem, że przekazanie wiedzy komputerowej słabowidzącej dziewczynie nie będzie trudne. Jednak później okazało się, że ona do tych szkoleń miała zastrzeżenia. Niestety, nie potrafiłem nauczyć jej klikania myszką, a dziewczyna nie potrzebowała poznawania komend z klawiatury, bo na tyle dobrze widziała, że nie musiała posługiwać się mówiącym czytnikiem ekranu – tłumaczy Paweł.

Nie powinno się więc zapominać tutaj o zasadzie tzw. złotego środka. Niewidomi i słabowidzący powinni szkolić się osobno. Przy czym wskazane by było, aby kursantów słabowidzących uczył instruktor widzący lub słabowidzący, a niewidomych szkoleniowiec niewidomy.

Zatrważające stereotypy!

Propagowanie idei dostępności cyfrowej hamuje fakt istnienia w społeczeństwie krzywdzących mitów w tej sferze.
- Często informacja o tym, że pomagam tworzyć strony internetowe m.in. dla osób niewidomych czy niesłyszących powoduje duże zdziwienie. (...) Ludzie nie rozumieją, że osoby z dysleksją czy niesłyszące mają pewne odmienne od osób pełnosprawnych potrzeby w korzystaniu ze stron internetowych – twierdzi Tomasz Kępski – webmaster, programista, audytor stron internetowych w wywiadzie dla portalu „Niepełnosprawni.pl”.
- Ludzie są często zdziwieni, gdy słyszą, że np. osoba niewidoma w ogóle korzysta z komputera. (...) Zastanawiają się, w jaki sposób. Może pracuje w jakichś programach tekstowych, może czegoś słucha, ale przecież Internet to nie za bardzo… . Wiele osób nie miało możliwości zobaczenia takiej osoby „w akcji”, jak korzysta z komputera, z Internetu – podkreśla.

Podstawą szeroko pojętych zmian na lepsze powinna być więc eliminacja tak nieprawdziwych poglądów poprzez nieustanne szkolenia, gdyż tylko wtedy znacznie szerzej otworzą się drzwi do cyfrowej informacji dla osób z niepełnosprawnością.

Autorka: Patrycja Bogdała